Introduction to the holidays
So ,so ,so
Jak wspomnialam w pierwszej notce ,przeskocze teraz do czwartego miesiaca mojego pobytu w USA ,a dokladniej do tygodnia najlepszych wakacji w moim zyciu MIAMI BAHAMY 2015! Z racji tego ,ze wiele sie dzialo i duzo chcialabym napisac ,wiele zdjec zamiescic to postanowilam ,ze podziele ta przygode na kilka czesci. Nim jednak zaczne od wakacji ,pozwole sobie na cofniecie sie do momentu ,w ktorym poznalam moja wakacyjna towarzyszke Stefke - #polishgirl living in #NYC.Nie bez przyczyny uzylam hashtagow.Nie lubi ,kiedy opowiadam te historie ,ale nigdy nie moge sie powstrzymac - poznalysmy sie dzieki zdjeciu ,ktore wrzucilam na INSTAGRAM i ohashtagowalam "#polishgirl #nyc",po czym umowilysmy sie na kawe na Broadwayu.Ludzie ,STARBUCK'SOWA KAWA LACZY !
Po 5h rozmowy przy karmelowym latte uznalysmy ,ze plyniemy razem na Bahamy ! (tak ,tak.po kilku godzinach znajomosci).Pare tygodni pozniej mialysmy juz plan i bilety.
W piatek ,poznym popoludniem przywitalam Steff na przystanku autobusowym.Jeszcze powialo nowojorskim powietrzem..ah. Wieczorem przygotowalysmy wspolnie kolacje i tak zaczeła sie nasza przygoda! Sobote spedzilysmy w Filadelfii.Temperatura nie pozwolila nam niestety na wnikliwe zwiedzanie ,wiec szybko "z grubsza" pokazalam Steff centrum miasta.
Z racji tego ,ze Pensylwania (stan ,w ktorym obecnie zyje) zamieszkiwany jest przez wielu Polakow ,Filadelfia jest wrecz punktem skupienia Polonii.Udalysmy sie do polskiej dzielnicy ,gdzie szukalysmy przez godzine restauracji ,w ktorej mozna zjesc PIEROGI.Amerykanskie pierogis z cheddarem ,low fat jakos mi nie podeszly...
Teraz pora na wisienke na sobotnim torcie.MECZ NBA!!! #Sixers.Co prawda nie naleze do grona fanow tego sportu ,ale jako ,ze jestem zdania ,iz w zyciu nalezy sprobowac ,zobaczyc jak najwiecej postanowiłam pojsc.Mecz sam w sobie trwal calkiem niedlugo ,bo co chwila byly przerwy ,ale FUN był nie z tej ziemi.Po pierwsze - dzieki mojej towarzyszce ,a po drugie SHOW.W zyciu nie doswiadczylam czegos takiego.W powietrzu unosil sie amerykanski duch walki ,wszystko dopiete na ostatni guzik.ENTERTAINMENT pierwsza klasa.
W niedziele pozne sniadanie ,ostatnie pakowanie ,okulary ,aparaty i w droge na lotnisko.
O 16 mialysmy wylot z Filadelfii do Miami.
Ladujemy i "widzimy sie" w kolejnej notce w slonecznym MIAMI ;)
Jak wspomnialam w pierwszej notce ,przeskocze teraz do czwartego miesiaca mojego pobytu w USA ,a dokladniej do tygodnia najlepszych wakacji w moim zyciu MIAMI BAHAMY 2015! Z racji tego ,ze wiele sie dzialo i duzo chcialabym napisac ,wiele zdjec zamiescic to postanowilam ,ze podziele ta przygode na kilka czesci. Nim jednak zaczne od wakacji ,pozwole sobie na cofniecie sie do momentu ,w ktorym poznalam moja wakacyjna towarzyszke Stefke - #polishgirl living in #NYC.Nie bez przyczyny uzylam hashtagow.Nie lubi ,kiedy opowiadam te historie ,ale nigdy nie moge sie powstrzymac - poznalysmy sie dzieki zdjeciu ,ktore wrzucilam na INSTAGRAM i ohashtagowalam "#polishgirl #nyc",po czym umowilysmy sie na kawe na Broadwayu.Ludzie ,STARBUCK'SOWA KAWA LACZY !
Po 5h rozmowy przy karmelowym latte uznalysmy ,ze plyniemy razem na Bahamy ! (tak ,tak.po kilku godzinach znajomosci).Pare tygodni pozniej mialysmy juz plan i bilety.
W piatek ,poznym popoludniem przywitalam Steff na przystanku autobusowym.Jeszcze powialo nowojorskim powietrzem..ah. Wieczorem przygotowalysmy wspolnie kolacje i tak zaczeła sie nasza przygoda! Sobote spedzilysmy w Filadelfii.Temperatura nie pozwolila nam niestety na wnikliwe zwiedzanie ,wiec szybko "z grubsza" pokazalam Steff centrum miasta.
Z racji tego ,ze Pensylwania (stan ,w ktorym obecnie zyje) zamieszkiwany jest przez wielu Polakow ,Filadelfia jest wrecz punktem skupienia Polonii.Udalysmy sie do polskiej dzielnicy ,gdzie szukalysmy przez godzine restauracji ,w ktorej mozna zjesc PIEROGI.Amerykanskie pierogis z cheddarem ,low fat jakos mi nie podeszly...
Teraz pora na wisienke na sobotnim torcie.MECZ NBA!!! #Sixers.Co prawda nie naleze do grona fanow tego sportu ,ale jako ,ze jestem zdania ,iz w zyciu nalezy sprobowac ,zobaczyc jak najwiecej postanowiłam pojsc.Mecz sam w sobie trwal calkiem niedlugo ,bo co chwila byly przerwy ,ale FUN był nie z tej ziemi.Po pierwsze - dzieki mojej towarzyszce ,a po drugie SHOW.W zyciu nie doswiadczylam czegos takiego.W powietrzu unosil sie amerykanski duch walki ,wszystko dopiete na ostatni guzik.ENTERTAINMENT pierwsza klasa.
W niedziele pozne sniadanie ,ostatnie pakowanie ,okulary ,aparaty i w droge na lotnisko.
O 16 mialysmy wylot z Filadelfii do Miami.
Ladujemy i "widzimy sie" w kolejnej notce w slonecznym MIAMI ;)


Komentarze
Prześlij komentarz