#3 KO-KO COCO CAY
Po kolejnej dlugiej nocy ,z bablami na stopach ,zakwasami - oto jestesmy na kolejnym krolewskim sniadanku.Marzy mi sie takie kazdego ranka ... ale do rzeczy.Najedzone ,ogarniete ,gotowe na kolejne przygody wypatrujemy ladu.Wypatrujemy ,wypatrujemy,noi gdzie ten lad ? Obsluga zakomunikowala nam ,ze mozna juz schodzic z pokladu..nie bardzo rozumialysmy co sie dzieje ,bo gdzie mamy wyjsc ? Do oceanu i wplaw ?
Jak zwykle "wykazalysmy sie" nadmierna czujnoscia i przegapilysmy komunikaty ,ze wyspa ,na ktora sie udajemy nie ma portu ,a zatem musimy wsiasc na lodz ,ktora nas tam przetransportuje.
"Szybko ,szybko Steff" - to chyba najczesciej wypowiadane slowa przeze mnie w ciagu wakacji ;) Zabralysmy plazowe torby ,aparaty ,okulary i ustawilysmy sie w kolejce do zejscia z pokladu.
Pominelabym ten malo istotny szczegol ,ale krotko wspomne ,ze podczas stania w kolejce poznalysmy przesympatyczne ,starsze malzenstwo.Spojrzcie na zdjecie.Bardzo niewyrazne ,ale nie moglam sie powstrzymac :)
Plynac nawdychalysmy sie porzadnie jodu ,przewietrzylysmy glowy ,podziwialysmy piekno glebi Oceanu Atlantyckiego.
"Widze lad !".Coco Cay to niewielka ,prywatna wysepka ,w pelni przeznaczona do celow turystycznych.
Palmy ,slonce ,upal ,jeszcze wieksza wiocha ,z jeszcze wiekszym urokiem ,ludzie sprzedajacy na malych straganach pamiatki ,zachowujacy sie jakby jutra mialo nie byc - MAGIA.
Malutka wysepka ,hamaki zawieszone miedzy palmami niczym ujecia z plakatow reklamujacych biora turystyczne ,goracy piasek pod stopami (stale boso) ,kolorowe chatki (budynkami bym tego nie nazwala).Pejzaz podbil moje serce i przeszedl wszelkie oczekiwania !
Z racji tego ,ze uwielbiam probowac ,doswiadczac ,a szczegolnie tego dziwnego ,strasznego ,ekstremalnego ,kupilam bilet bez chwili namyslu.
O umowionej godzinie spotkalysmy sie pod "biorem parasailigowym".Podarzalysmy za dwoma ,czarnoskorymi mezczyznami (brzmi troche jak z filmu ,haha) w strone brzegu oceanu.Wsiadlysmy na maly jachtu ,nalozylysmy kamizelki ratunkowe i plyniemy ! Ocean pieknie "prezentowal sie" w roznych odcieniach niebieskiego ,wrecz hipnotyzowal.Nie spostrzeglam nawet ,kiedy uplynelo kilkanascie minut nim wyplynelismy na "otwarta" wode.
-"Kto pierwszy ?".Z twarzy czytalysmy sobie wzajemnie ze Steff -"oczywiscie ,ze nie my" .- "No to moze wy dziewczyny" ...no coz ,kamizelki na plecy i za ojczyzne ;)
Uwierzcie lub nie ,ale wzbijajac sie nad woda ,krzyczac w nieboglosy ,trzymajac sie uchwytow jak rzep psiego ogona ,zeby przypadkiem nie spasc w paszcze potencjalnie czychajacego na mnie rekina ,czulam sie tak niesamowicie WOLNA ..czulam ,ze ZYJE ! Mialam juz okazje doswiadczyc takiego uczucia w wakacje ,kiedy calkiem spontanicznie polecialam parolotnia nad Wroclawiem ,ale o tym w innej notce.Po kilku minutach zaczelo mnie bolec gardlo ,wiec przestalam krzyczec ,ale trzymac sie nie przestalam ,czego zalowalam gdy trzeba bylo w koncu puscic uchwyty ,a ja nie moglam otworzyc dloni ;) (NIE BALAM SIE,poprostu bylam bardzo podekscytowana).
Kiedy wszyscy polatali ,spowrotem poplynelismy na wyspe.
Z nadmiaru wrazen ,zaczelo burczec nam w brzuchach.Na szczescie zblizala sie pora grilla ,jaki przygotowali dla nas na plazy kucharze ze statku.Jedzenie pyszne , jedzenia za duzo ! Wrocilam z trzema dodatkowymi kilogramami do domu ...(stale nad tym pracuje :P )
Po obiedzie poszlysmy powylegiwac sie na plazy.Cale 3 godziny moczenia sie w lazurowej wodzie ,smazenia na goracym sloncu i leniuchowania.To LUBIE !
Nie bez przyczyny umiescilam przed nazwa wyspy w tytule "KO-KO".Po kazdej z Bahamskich wysp ,ktore odwiedzilysmy ,chodzily sobie wolno kury i koguty.Ich motyw pojawial sie takze czesto w sklepach z pamiatkami czy na plakatach.Zastanawialysmy sie dlaczego ,o co chodzi z tymi kurami ?! I wiecie co ? Nadal sie po nochach zastanawiam.Nie "wygooglowalam" ,nie znalazlam w zadnym przewodniku.Najwieksza wakacyjna zagadka ;)
Gdy nadszedl czas powrotu na statek ciezko bylo sie ruszyc z wygodnych lezaczkow ,ale myslami i zoladkami bylysmy juz na wieczornej ,specjalnej kolacji ,na ktorej ,kazdy mial wygladac "jak milion dolarow".Wyszykowalysmy sie ,wygladalysmy jak milion zielonych dolarow ,po czym najedzone wrocilysmy do pokoju i padlysmy na lozka ,nie sciagajc nawet butow.Po dlugiej nocy ,dlugi ,intensywny dzien ,CZAS NA RESET.



Komentarze
Prześlij komentarz