Początek

Pierwszym postem, chciałabym oficjalnie rozpocząć serię „I'm Ex Au Pair." Postaram się odtworzyć wszystkie chwile z pamięci i tutaj je spisać. Będzie to piękna podróż w czasie.
Z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale mają one dla mnie tak ogromną wartość, że MUSZĄ się tu znaleźć! 

To dopiero początek 

25 sierpnia 2014 r. Pamiętam ten moment jak dziś. Wstałam rano i wiedziałam, że ten dom, te osoby, tę pralkę zobaczę dopiero za rok. Choć cieszyłam się jak głupia, to nie było mi łatwo. 
Pisząc ten post jest 7 czerwiec 2018. Minęło prawie cztery lata. Wydarzyło się wiele przez ten czas, już wiele innych miejsc zobaczyłam, innych przygód przeżyłam, ale czuje, że chcę napisać właśnie o tej, bo program Au Pair w USA wprowadził mnie w dorosłe życie, nauczył o wiele więcej niż nauczyłyby studia i choć wydawałoby się, że przecież nie mam po tym żadnego papieru, ani konkretnych umiejętności, to wiem, że nie byłabym tą samą osobą, gdyby to się nie wydarzyło. 

Pożegnałam się rodziną, domem, pralką, to ruszamy!
Fotografowałam dosłownie wszystko. Dodam, że to nie była moja pierwsza podróż w życiu, ale w tym wypadku podekscytowanie sięgnęło szczytu ;)

Wylot miałam z Berlina, potem przesiadkę w Londynie. Przez całą podróż nie zmrużyłam oka, cieszyłam się i przeżywałam każdą chwilę tak bardzo, że strasznie rozbolała mnie głowa. Naprzemiennie słuchałam „Scarlett” LemON z „I will never let you down” Rity. 

Gdy wylądowaliśmy w Nowym Jorku, zanim jeszcze przyjechali po nas opiekunowie, walczyłam z walizką. Miała całe połamane kółka. Złożyłam skargę, ale i tak nic nie udało mi się wskurać. 

Przyszli po nas opiekunowie, podjechał autobus i... działo się. To się na prawdę działo! Miałam 19 lat i byłam gdzieś na końcu świata! Nie mogłam napatrzeć się na żółte taksówki i wysokie budynki. Gdy zrobiło się zupełnie ciemno, z każdą kolejną minutą droga bardzo zaczęła mi się dłużyć, a zmęczenie dawało powoli o sobie znać. 

W końcu jesteśmy! Tylko prysznic, łóżko i do spania! Trzeba było szybko zająć łazienkę, bo w szkole było bardzo dużo osób. Większość Au Pair wybiera okres wakacyjny na rozpoczęcie programu. Za 5 godzin miały odbyć się pierwsze zajęcia. To tu, na Long Island przeszliśmy tzw. szkolenie orientacyjne. Mieliśmy nauczyć się na nim jak obchodzić się z dziećmi w różnym wieku, co robić, gdyby stała im się krzywda, czego nie robić w żadnym wypadku (pod żadnym pozorem nie zostawiać dziecka samego w samochodzie- to najbardziej utkwiło mi w pamięci). To było bardzo intensywne 5 dni, podczas których poznałam wiele Au Pair z całego świata, posiadłam przydatną mi wiedzę (przede wszystkim bardzo przydatne szkolenie z pierwszej pomocy, na którym do znudzenia powtarzali numer nine one one 9 1 1 i jakby mnie zbudzili w nocy, to to będą pierwsze cyfry, które wypowiem). 

W przedostatni wieczór w końcu było trochę czasu na spacer po okolicy. Po powrocie otrzymaliśmy małe karteczki. Pani wyczytywała numery, a osoby, które usłyszały liczby ze swojej karteczki, miały udać się do podanej przez inną Panią sali. Okazało się, że dostaliśmy małe upominki od naszych rodzin. Jak się okazało później, pakiety były różne, a ja dostałam wersje PREMIUM! Otrzymałam bilet na Rockefeller Center, który mogłam wykorzystać podczas nadchodzącej wycieczki do Nowego Jorku, kupon do piekarni Panera Bread, mnóstwo słodyczy oraz ramkę na zdjęcie. Bardzo się ucieszyłam i już nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę swoją rodzinę goszczącą!  

Następnego dnia odbyła się nasza pierwsza wycieczka do Nowego Jorku! Choć przyznam szczerze, że wyjazd do Stanów nie był nigdy wcześniej moim marzeniem, a Nowy Jork wydawał się raczej abstrakcją, pięknym snem, który był tak nieosiągalny, że nie warto było sobie nim zaprzątać mojej małej główki, to zakochałam się po uszy! Zobaczywszy miejsca, niczym żywcem wyjęte z amerykańskiego serialu, zdałam sobie sprawę, że ten niedostępny dla mnie wcześniej świat jest na wyciągnięcie ręki! Nowy Jork to miejsce, w którym czujesz jakby dzielił Cię tylko jeden malutki kroczek od spełnienia największego marzenia. Przecudowne uczucie, które budzi się we mnie tylko tam. To moje miejsce na Ziemi od pierwszego zobaczenia :)

Po powrocie padliśmy ze zmęczenia. Jutro kolejny ekscytujący dzień. Spotkanie z host rodziną! Jacy są? Jakie są dzieci? Jak się zachowają? Czy się spasujemy? Przecież będę tam calutki rok! Milion myśli w głowie. 

29.08.2014 9:00 wyjechaliśmy z Long Island. „Będziemy za 3 godziny”- napisałam w wiadomości do host mamy. Wdech wydech. Czułam, że wszystko będzie dobrze.  


Bilet do Nowego Jorku


Pierwszy długi lot
The first long flight


Pierwsze śniadanie (istotny punkt na mojej drodze.. od tego zaczął się mój problem +10kg)
The first breakfast in US (an important moment,because it started my +10kg problem) 

                                               

Pierwsze zajęcia w szkole Au Pair
The first class in Au Pair Training School



Pierwsze zdjęcie w USA
The first photo in US



Pierwsza wycieczka do NY
The first trip to NY




Zdjęcia wyglądają jakby były robione kalkulatorem, ale mają dla mnie ogromną wartość. Te chwile zmieniły mnie na zawsze dlatego dumnie się nimi dzielę.

These pictures look like it was taken with calculator, but it has a great value for me. These moments changed me forever and I'm very proud to share it.

Komentarze

Popularne posty